Menu

GHJK IKM:popkulturalna ściana

Kinematografia i inne odłamy popkultury widziane moimi oczami : )

"Meandry seksualności" - czyli recenzja "Elle" Paula Verhoevena

ikmghj.k

ellezdjciedorecenzji

"Elle " to nowy film Paula Verhoevena, twórca m.in. "Nagiego Instynktu" znów podejmuje się tematu ludzkiej cielesności,odwracając przy tym schematy konwencji kina gatunkowego,doprawiając delikatnie kiczem i groteską zaprezentowany przez siebie świat. Historia opowiada o Michelle Le Blanc bezwzględnej szefowej firmy zajmującej się grami video,która pewnego dnia zostaje zgwałcona przez nieznanego zamaskowanego napastnika i jak gdyby nigdy nic przechodzi nad tym do porządku dziennego,nie posiadając z tego powodu żadnych uszczerbków emocjonalnych.

Po pierwszej sekwencji filmu z beznamiętnie spoglądającym na wszystko kotem i równie beznamiętnymi poczynaniami głównej bohaterki ,wiemy że reszta może nas zepchnąć na krawędź fotela. Michelle jak gdyby nigdy nic idzie do pracy i żyje dalej, pytanie dlaczego ? Dalsza część filmu uświadamia nam psychopatyczną naturę kobiety, reżyser daje nam do zrozumienia że bohaterkę podnieca perspektywa gwałtu,mimo że prowadzi frywolny tryb życia to potępia to zjawisko u swojej matki,typowej "dzidzi piernik", wszystkim prezentuje swoją władczą naturę, ustanawiając codzienny porządek w świecie rządzonym przez mężczyzn. Bohaterka podczas filmu nakłada kolejne maski, świadczące o jej pociągu do brutalności,niezależności i władzy, w głębi serca jednak chciałaby pomścić czyny oprawcy, podczas samotnych wieczorów snuje wizje zemsty. Nie jest to typowe kino "rape and revenge",bohaterka nie potrafi powstrzymać się od przygodnego seksu i romansuje z mężem swojej przyjaciółki, mając z tyłu głowy cały czas wspomnienie o gwałcie,wstępuje w specyficzną relację z sprawcą feralnego wydarzenia, co zdeterminowały pierwotne instynkty, na sztandar swoich czynów wynosi słowa rzucone do koleżanki (" Wstyd jeszcze nikogo przed niczym i nigdy nie powstrzymał ") , postać raz jest bezwstydnicą raz, przerażoną i pokrzywdzoną zgwałconą kobietą, którą jednak nęci zjawisko ataku na godność. Reżyser tak samo jak i Michelle stronią od oceny moralnej postawy. Film prezentuje przed widzem meandry seksualności, jest o naszych mrocznych potrzebach które przed wszystkimi ukrywamy. Paul Verhoeven umiejętnie podaje nam mylne tropy interpretacyjne, pozostawiając nas z możliwością wolnego osądu słuszności ludzkich zachowań. Na domiar zagęszczenia dramatu postaci i zwiększenia i utrapienia jej życiorysu,jest ona w mieszana w masowy mord dwudziestu siedmiu ludzi,a ona patrzyła na to,stając się bohaterką miejskiej legendy, za który karę w więzieniu odsiaduje jej ojciec,syna który wychowuje nie swoje dziecko i jest męczony przez swoją skrzywioną psychicznie żonę.Gra aktorska Isabelle Huppert również czyni ten film wyjątkowym, nie tylko rezonuje tu jej podejście do wydarzenia które ją spotkało,ale ogromne wrażenie na widzu robi jej twarz skąpana w bezceremonialnej posągowości, umiejętnie łącząca nieco teatralną ekspresję z pozbawionym emocji spojrzeniem,nie umniejszając zarazem skomplikowanej natury głównej bohaterki. Huppert jest po prostu stworzona do ról emocjonalnie trudnych. Na swoich barkach dźwiga cały film, bowiem nie ma lepszej roli w tej produkcji.

Znalezione obrazy dla zapytania elle

Mówią że rola Huppert jest jak gdyby przedłużeniem tej z "Pianistki" Hanekego.

Bez Paula Verhoevena stanowiącego największą dumę Holandii obok Vincenta Van Gogha filmowy krajobraz byłby nudny, reżyser udowadnia że triumfalnie wrócił do kinematografii i umiejętnie podejmuje się trapiących go problemów z ludzką seksualnością,mieszając komedię z dramatem, kicz z groteską,fascynująco doprawiając czarnym jak słoma humorem. I choć samo rozwiązanie zagadki nie co rozczarowuje, łatwo wybaczyć reżyserowi drobne potknięcia, takie jak : gra rodem z lat osiemdziesiątych czy wydumany wizerunek pracowników korporacji. Mimo wszystko na każdej narracyjnej płaszczyźnie radzi sobie świetnie, pozostaje mu tylko podziękować Isabelle Huppert za doskonały występ, ręce same składają się do oklasków, przykład wybitnej reżyserii i cudownego aktorstwa. Świat wykreowany przez holenderskiego reżysera uderza widza prosto w twarz,czyniąc swą specyfikę czymś nieprzyzwoicie przyjemnym, okraszonym bardzo rozważnym fantazmatem feminizmu. X Muza może być usatysfakcjonowana i gratulować Verhoevenowi tak odważnego projektu.

Karol Skolmowski

Ps: Ta recenzja wzięła udział w konkursie strony "Skrytykuj.pl-kino według Ciebie" gdzie nagrodą było uczestnictwo w jury festiwalu "Netia Off Camera".

© GHJK IKM:popkulturalna ściana
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci